
Zaczęło się dość niewinnie. Chciałam przeczytać coś lekkiego na kilka wieczorów, najlepiej taką książkę, przy której po całym dniu pracy można usiąść z herbatą i po prostu odpłynąć. Sięgnęłam po Mój Książę Julii Quinn z myślą, że będzie to przyjemny romans historyczny, może trochę bardziej salonowy niż to, co zwykle czytam, ale raczej bez większych niespodzianek. Skończyło się na tym, że zamiast zamknąć książkę i przejść do następnej pozycji z półki, zaczęłam szukać czegoś, co da mi podobne wrażenie.
Po skończeniu Bridgerton Mój Książę nie szukałam pierwszej lepszej listy „10 romansów historycznych dla fanek serialu”. Interesowały mnie książki, które dają podobny rodzaj przyjemności. Takich, przy których znowu będę czekać na kolejną wymianę zdań między bohaterami, ale jednocześnie dostanę coś więcej niż sam flirt. Lubię, kiedy romans ma obok siebie rodzinne napięcia, skandale, niedopowiedzenia, a czasem nawet odrobinę tajemnicy. Dlatego zaczęłam przeglądać Allegro, żeby znaleźć kolejne książki, które mogłyby wywołać podobne emocje. Przy okazji odkryłam kilka serii i autorek, o których wcześniej nawet nie słyszałam.
Co tak naprawdę wciągnęło mnie w „Mój Książę”?
W moim przypadku nie zadziałał jeden konkretny element, tylko cały zestaw rzeczy, które Julia Quinn dobrze ze sobą połączyła. Po pierwsze, relacja Daphne i Simona nie jest oparta na prostym zachwycie od pierwszej strony. Oni od początku wchodzą w układ, który ma rozwiązać ich problemy, a dopiero później okazuje się, że emocje zaczynają iść w zupełnie inną stronę.
Bardzo podobała mi się sama Daphne. Nie jako „urocza panna na wydaniu”, tylko jako bohaterka, która ma charakter i potrafi zawalczyć o swoje. Simon też nie został napisany jak kolejny romantyczny książę bez treści. W Julia Quinn Mój Książę czułam, że za jego zachowaniem stoi konkretna historia, upór i coś więcej niż zwykła niechęć do ślubu. To sprawiło, że ich relacja nie wydawała mi się papierowa. Nawet kiedy wiadomo, w jakim kierunku to wszystko zmierza, po drodze naprawdę jest co śledzić.
Dlatego, szukając czegoś po Bridgertonowie t.1 Mój Książę Julia Quinn, nie patrzyłam wyłącznie na to, czy dana książka też dzieje się wśród arystokracji. Dla mnie ważniejsze było to, czy poza romansem dostanę jeszcze dobrze napisane postacie, wyczuwalny świat i jakieś dodatkowe napięcie. Czasem będzie to rodzina, czasem reputacja, czasem tajemnica, a czasem po prostu świetnie rozpisane dialogi. Bez tego nawet najładniejsza historia o księciu i damie szybko robi się dla mnie płaska.
Co czytałabym po „Mój Książę”, jeśli chcę utrzymać ten klimat?
Gdybym po Mój Książę Julii Quinn miała od razu sięgnąć po kolejną serię, bardzo możliwe, że wybrałabym „Ravenelsów”, na których trafiłam na Allegro, szukając kolejnej historii w podobnym klimacie. Lisa Kleypas daje mi to, czego po Bridgertonach szukam najczęściej: rodzinę, wokół której budowane są kolejne historie, sporo emocji i bohaterów, których relacje nie wiszą w próżni. W tych książkach cały czas czuć, że uczucia muszą zmieścić się obok pieniędzy, pozycji społecznej, obowiązków i dawnych błędów.
Podoba mi się też to, że Kleypas pisze trochę bardziej intensywnie niż Quinn. Jej bohaterowie częściej są postawieni pod ścianą, a napięcie między nimi bywa mocniejsze i bardziej wyraźne. Jeśli więc po Mój Książę Julia Quinn miałabym ochotę na coś, co nadal daje przyjemność śledzenia rodzinnej sagi, ale ma odrobinę więcej ognia, „Ravenels” wydają mi się jednym z najlepszych kierunków.
„Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever” – Julia Quinn
Jeśli po Julia Quinn Mój Książę najbardziej brakowałoby mi samego stylu autorki, sięgnęłabym po inną jej książkę, a nie od razu po nazwisko kogoś innego. „Sekretny pamiętnik Mirandy Cheever” ma tę lekkość, którą lubię u Quinn, ale jednocześnie nie jest powtórką z Bridgertonów. Miranda to bohaterka bardziej nieśmiała, bardziej obserwująca i dużo mocniej zderzająca swoje wyobrażenia z rzeczywistością.
Czytając tę książkę, miałam poczucie, że Quinn dobrze rozumie moment, w którym romantyczne marzenia przestają być tylko ładną wizją, a zaczynają boleć, bo życie układa się inaczej, niż ktoś sobie wyobrażał. To właśnie dlatego nie traktowałabym tej powieści jako „czegoś na przeczekanie po Bridgertonach”, tylko jako pełnoprawną historię dla osób, które po Mój Książę chcą jeszcze zostać przy tym stylu pisania, ale w nowej relacji i nowej dynamice.
Seria „Bedwynowie” – Mary Balogh
Mary Balogh wybrałabym wtedy, gdy po Mój Książę Julia Quinn miałabym ochotę na coś spokojniejszego, mniej figlarnego, ale za to bardziej emocjonalnego. „Bedwynowie” nie dają dokładnie tego samego rodzaju lekkości co Bridgertonowie. Zamiast tego dostaję bohaterów, którzy są ostrożniejsi, bardziej zamknięci, częściej obciążeni przeszłością i własnymi błędami. Relacje rozwijają się wolniej, ale właśnie to może być ich największą siłą.
Seria „Cynsterowie” – Stephanie Laurens
Zdarza mi się po jednej książce mieć ochotę nie na coś podobnego, tylko na coś trochę mocniejszego, ale wciąż osadzonego w zbliżonym świecie. Gdybym po Bridgerton Mój Książę chciała pójść właśnie w tę stronę, wybrałabym Stephanie Laurens. „Cynsterowie” mają w sobie więcej dramatyzmu, więcej namiętności i więcej poczucia, że reputacja, nazwisko i pozycja społeczna naprawdę ważą bardzo dużo.
„Powiedz tak markizowi” – Tessa Dare
Tessa Dare to jedna z tych autorek, które przyszły mi do głowy niemal od razu po Bridgertonach. „Powiedz tak markizowi” ma dokładnie ten typ energii, który lubię po lekturze Mój Książę: dużo charakteru, sporo humoru i bohaterkę, która nie ma zamiaru siedzieć cicho, kiedy jej życie wymyka się spod kontroli. Lady Clio jest uparta, zmęczona przeciągającymi się zaręczynami i w pewnym momencie po prostu postanawia zrobić porządek ze swoim losem.
„Księżna w desperacji” – Eloisa James
W książkach Eloisy James lubię to, że pod warstwą salonowej elegancji często kryje się zwyczajny ludzki problem. W „Księżnej w desperacji” Lady Roberta nie szuka romantycznej przygody, tylko próbuje znaleźć dla siebie bezpieczniejsze, spokojniejsze życie. Chce odciąć się od rodzinnego chaosu i wstydu, który od lat za nią chodzi. To od razu ustawia historię trochę inaczej niż klasyczny romans o dwojgu ludzi, którzy po prostu wpadają na siebie na balu.
„Tajemnica damy” – Grace Burrowes
Są momenty, kiedy po lekkiej i wciągającej książce wcale nie mam ochoty na następną w tym samym tonie. Czasem wolę pójść w stronę historii bardziej melancholijnej, z bohaterką, która niesie ze sobą większy ciężar. Właśnie dlatego po Mój Książę rozważyłabym też „Tajemnicę damy” Grace Burrowes. To książka o reputacji, dawnym skandalu i próbie poukładania życia tak, żeby cudze błędy albo plotki nie przekreśliły wszystkiego na nowo.
„Piękna i niebezpieczna” – Nicola Cornick
Po kilku romansach historycznych zdarza mi się tęsknić za czymś, co wyjdzie poza samą opowieść o uczuciu i dołoży trochę przygody albo tajemnicy. Właśnie z tego powodu po Mój Książę Julia Quinn wzięłabym pod uwagę Nicolę Cornick. „Piękna i niebezpieczna” daje mi romans, ale dorzuca do niego intrygę, sekrety i poczucie, że bohaterowie grają o coś więcej niż własne serce.
„Tajemnicza kobieta” – Amanda Quick
Amanda Quick widzę jako propozycję dla czytelniczek, które po Mój Książę chcą zostać w romansie historycznym, ale mają ochotę na więcej sekretów, lekkiego mroku i zagadki. „Tajemnicza kobieta” nie daje dokładnie tej samej energii co Bridgertonowie, ale może się świetnie sprawdzić, jeśli po lekkiej salonowej historii szukam czegoś odrobinę bardziej niepokojącego.
Po co sięgnęłabym najpierw, gdybym miała wybrać tylko jeden kierunek?
Gdybym po Mój Książę Julii Quinn miała wybrać kolejną książkę tylko na podstawie własnego czytelniczego nastroju, najpierw zadałabym sobie jedno pytanie: czego najbardziej mi po tej lekturze brakuje? Jeśli rodzinnej atmosfery i poczucia, że mogę wejść do większego świata z kolejnymi historiami, sięgnęłabym po „Ravenelsów” albo od razu po następne Bridgertony. Jeśli brakowałoby mi stylu Quinn, humoru i tej lekkości w prowadzeniu dialogów, poszłabym w stronę „Sekretnego pamiętnika Mirandy Cheever” albo Tessy Dare.
Gdybym po Mój Książę Julia Quinn miała ochotę na coś bardziej emocjonalnego i spokojniejszego, postawiłabym na Mary Balogh lub Grace Burrowes. Z kolei w momencie, kiedy chciałabym, żeby romans historyczny dał mi także odrobinę tajemnicy i więcej fabularnego napięcia, skręciłabym w stronę Nicoli Cornick albo Amandy Quick. To chyba najbardziej lubię w tym gatunku: po jednej książce można pójść w kilka różnych stron, a każda z nich daje trochę inny rodzaj przyjemności.
Dla mnie Mój Książę Julia Quinn okazał się jedną z tych lektur, które otwierają apetyt na więcej, zamiast po prostu zapełnić dwa czy trzy wieczory. Po tej książce łatwo zauważyć, że romans historyczny nie musi być wyłącznie opowieścią o wielkiej miłości w pięknych dekoracjach. Może być historią o rodzinie, o reputacji, o samotności, o tym, jak trudno odpuścić dawne urazy i jak łatwo pogubić się między tym, czego chce serce, a tym, czego oczekuje cały świat dookoła.
Artykuł sponsorowany
Źródło grafiki: Pexels
